W niedzielę strzygliśmy jeszcze jedna owieczkę, mamusie z maluszkiem, mały jeszcze sie do strzyżenie nie nadawał, ale mamusia bardzo potrzebowała go po porodzie.
Grześkowa owieczka była dużo bardziej cierpliwa niż owieczki u Ani, zwłaszcza że po poprzednim dniu miałam tak spuchnięte palce od strzyżenia że ciężko szło zaciskanie nożyc.
Ale udało się.
a tutaj małe tygodniowe kózki tym razem brązowe.
Niedługo wpis o praniu tego runa, nie może przecież tak leżeć. Poczekam na słoneczny dzień, i do dzieła.