Dzisiaj trochę mniej wełenkowo.
Zebrałam się w sobie żeby zrobić mydło, z racji tego że mydełko musi dojrzewać trzeba je robić z wyprzedzeniem.
Dzisiaj opiszę jak ja to robię.
Podstawą do zrobienia mydła jest olej/tłuszcz i ług potasowy/sodowy ( potasowy jest problemowy, mydło wychodzi miękkie i glutowate)
Ważne są tez oleje, ja stosuje roślinne, robię tez maceraty ziołowe na oliwie z wytłok z oliwek.
Do mydła wybieram oleje, masła i maceraty które mnie interesują .


Następnie przygotowuje stanowisko, pod ręką ( oczywiście w rękawiczce ług jest bardzo żrący) wagę,wszystkie oleje, wodę destylowaną, kartkę z długopisem by zapisywać poszczególny ciężar olejów, będzie to potrzebne do obliczenia ilości ługu.

Maceraty przecedzam przez sitko.

Po zmierzeniu wagi poszczególnych olejów i maseł sprawdzam proporcje w stosunku do ługu, używam kalkulatora zmydleń dostępnego w internecie.
Następnie wszystko ląduje w garnku i jest podgrzewane do ok 50 stopni - tu przydaje się termometr kuchenny.

Dodaje kilka kropel olejku zapachowego takiego który akurat pasuje mi do mydełka, na tym etapie można tez dodać suche barwniki spożywcze lub naturalne jak papryka lub kurkuma.

Następnie szykuje odpowiednią ilość wody destylowanej ( kalkulator zmydleń)

I odpowiednią ilość wodorotlenku ( sodu lub potasu lub mieszankę tych dwóch, należy pamiętać że potasowy daje mydło bardzo maziste, a sodowy twardsze)

Do wody dodaje wodorotlenek, robię to w zlewie gdyż mieszanka bardzo się rozgrzewa i jest niezwykle żrąca.

Dodam jeszcze że przy ługu musimy uważać z naczyniami i narzędziami, może to być tylko szkło, drewno, naczynia żaroodporne lub oblewane ale bez odprysków.
Wlewam wodorotlenek do olejów, wcześniej upewniam się że mają taką samą temperaturę i energicznie mieszam próbując nie zrobić piany. Można to robić drewniana łyżką ale trwa to wieczność, ja w supermarkecie kupiłam z 20 zł mikser (?) ręczny, przyspiesza pracę.

Mieszam.

i mieszam

aż zrobi sie masa o konsystencji budyniu, najlepiej to widać w wyskrobanym już garnku.

Przekładam masę do pojemników wyłożonych papierem do pieczenia, w moim przypadku za pojemniki robią stare drewniane szuflady od maszyny.

Trzeba uważać na ten smakowicie wyglądający budyń żeby go nikt nie zjadł.
Ja owijam w folię i w lniana lub bawełniana szmatkę ( tylko nie w wełniana wełna nie cierpi ługu i zostanie zjedzona)

i odstawiam w słabo dostępne ciepłe miejsce na 24 godziny.

Po 24 godzinach gdy mydło się nieco ustabilizuje kroje je na porcje, i układam by byl dostęp powietrza.

Takie mydło musi jeszcze po leżakować przynajmniej miesiąc czasu, żeby jego ph zmieniło się na neutralne, i tu przydają się papierki lakmusowe żeby sobie to ph zmierzyć za miesiąc czy już mydło się nadaje czy musi jeszcze po leżakować.