Próbowałam wiśnie ale efekt był mizerny w dodatku zapomniałam o roztworze i pleśń uszkodziła mi wełnę.
Nastawiłam barwienie na zimno, bez,aronie i szkarłatkę.
nie robiłam żadnych zapraw ani nie dodawałam żadnych odczynników.
Aronia mi się nie podoba, ale bez może być.

Resztę barwnika z jednego i drugiego "kiszenia" czesanki wrzuciłam do wspólnego gara dolałam troszkę wody i zrobiłam koktajl aroniowo bzowy. Podgrzałam do ok 80 stopni i wrzuciłam wełnę.
Do drugiej partii dodałam trochę miedzi i żelaza i bardzo zdziwiłam sie z wyjętej z garnka wełny, była niebieskawo zielona.Wydaje mi sie że roztwór zrobił się bardziej zasadowy. Bo bez w zasadowym roztworze zmienia kolor na bardziej zielony.


Kolory wyszły mało intensywne, ale to pewnie wina tego że barwnika tym razem miałam niedużo i nie był świeży tylko z zeszłego roku wyciskany i pasteryzowany.
Jednak takie kolory też s ami potrzebne.
Ostatnim barwieniem na zimno był szkarłatka.
Dała intensywny różniasty róż, który nawet po płukaniu nie stracił mocno koloru, wełna złapała świetnie, o dziwo jedwab w ogóle :/

Zdjęcia trochę przekłamują kolorki w rzeczywistości nie są takie ..białe tylko nieco bardziej intensywne.
To barwienie przyniosło sporo niespodzianek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz